Droga Krzyżowa

Zobacz, Moje dziecko: cały świat jest we Mnie.
I ty, maleńka drobina w tym świecie jesteś we Mnie – ukochana,
upragniona, chroniona. Popatrz: cały jestem dla ciebie. Nikt i nic nie
umniejszy tej Mojej miłości. Moja wszechmoc polega też na tym,
że dla każdego Mojego dziecka jestem cały.
Każdy ma całą Moją miłość, całe Moje piękno!Jezus, Słowo Pouczenia, 16
Stacja I: Jezus na śmierć skazany
Niesłusznie mnie oskarżają o rzeczy, których nie zrobiłem. Cierpi moje ego i łaknie sprawiedliwości, czyli udowodnienia swej niewinności. Nie zależy mi na prawdzie, lecz by moje małe ja wybielało, a oszczercy zostali ukarani. Bym mógł zatriumfować.
Jeśli nie przyjmę wyroku świata, jeśli nie otworzę ramion, by objąć mych oskarżycieli i wybaczyć przyzwalając na wszystko, sam nadal będę oskarżał i skazywał na śmierć.
Stacja II: Jezus bierze krzyż na swoje ramiona
Nie mogę wejść do Królestwa, jeśli nie wezmę pełnej odpowiedzialności za swoje życie. Jeśli nie zaprę się siebie i nie zechcę wziąć swego krzyża egotycznej tożsamości na własne ramiona, będę go nakładał na ramiona innych, to ich będę winił za swoje cierpienie i ciemność. Odwracam się więc w stronę mojego krzyża i podejmuję go. Nie będę uciekał od ciemnych bolesnych miejsc, od trudnych spotkań i doświadczeń i od zwykłej codziennej rzeczywistości. Nie będę uciekał przed przyznawaniem się do błędów, ciemności, cierpiętnictwa, samo użalania.
Stacja III: Jezus upada po raz pierwszy pod krzyżem
Jeśli wziąłem krzyż egotycznej tożsamości, jeśli przyznałem się do swojej ciemności i przestałem ją chronić, nie mogę nie upaść. Upadek to błogosławieństwo. Upadek to pieczęć zgody na oczyszczenie ze złudzeń „świętości” ego.
Stacja IV: Jezus spotyka swoją Matkę
Nigdy nie jestem sam. Jest ze mną zawsze Jezus i jest ze mną zawsze Jego i moja Matka Maria. Jeśli już w pełni zaakceptowałem swoją drogę krzyżową, to Miriam już stoi na rozdrożu i czeka, by nasze spojrzenia się zbiegły i by Jej Miłość otuliła mnie głęboką pewnością, że to jest droga, którą mam nadal podążać, a Ona zawsze jest i będzie na odległość jednego spojrzenia Miłości.
Stacja V: Szymon z Cyreny pomaga Jezusowi nieść krzyż
Na mej drodze krzyżowej będę spotykał innych, którzy zostaną przysłani, żeby mi pomóc. Gdy już będzie się wydawało, że nie jestem już w stanie iść dalej, gdy ciężar krzyża będzie się wydawał nie do zniesienia, pojawi się ten ktoś, kto sprawi, że ciemność pierzchnie przed Światłem, jakie znów rozleje się we mnie. Nie zawsze jego pomoc będzie przez niego lub nią uświadomiona. Nie zawsze będzie to jednoznacznym podaniem łagodnej ręki. Ale zawsze będzie to dobrane przez Boga idealnie do mojej sytuacji i przywróci mi wiarę i ufność.
Stacja VI: Weronika ociera twarz Jezusowi
I spotkam na swej drodze tych, którzy z ogromną miłością, otrą pot i łzy z mej twarzy. Nie będą pytali dlaczego, czym zawiniłem, dokąd idę ani kim jestem. Będą czuli w sercu ogromne współczucie, będą rozpoznawali siebie w moim cierpieniu, i wyciągną rękę i dotkną mnie łagodnie, z troską, bez lęku i bez potępiania. I to będzie święta chwila, gdy poczujemy Jedność i ogromne współczucie dla siebie nawzajem.
Stacja VII: Jezus upada po raz drugi pod krzyżem
I znów, gdy już chciałem tylko przez chwilę i być może w skrytości, poczuć się zwycięzcą nad samym sobą lub lepszym od sąsiada, przychodzi kolejny bolesny, lecz błogosławiony upadek. Przed chwilą byłem zwycięzcą prężącym muskuły, a w kolejnym momencie doświadczam rozczarowania samym sobą, nędzą, którą nadal skrywam i pielęgnuję. Błogosławiony upadek to przypomnienie, że ciągle przywiązany jestem do złudnej małej tożsamości, małego cielesnego człowieczka i to jego triumfu szukam, choć deklaruję inaczej. Bo to nie sam akt upadku jest cierpieniem, lecz towarzyszące upadkowi cierpienie ego. I znów mogę je objąć, przeprosić świat za ciągłe nim manipulowanie i oddać to wszystko Bogu.
Stacja VIII: Jezus pociesza płaczące nad Nim niewiasty
I są i będą na mojej drodze krzyżowej ci, którzy będą płakali nade mną, a ja będę już wiedział, że ich płacz mnie nie pomaga i nie jest mi potrzebny, bo ja świadomie zgodziłem się na moją drogę krzyżową i chcę, i muszę ją przejść, bo chcę Pokoju, Radości, Miłości. Płacz świata nade mną jest płaczem-lękiem, który nie rozumie, że droga krzyżowa jest błogosławioną drogą Światła. Ci płaczą nade mną, którzy lękają się przyznania do własnej ciemności.
Stacja IX: Jezus upada po raz trzeci pod krzyżem
Pycha, upór, zadufanie, osąd, niechęć….tak wiele jeszcze powodów moich kolejnych upadków. Lecz znów to jest błogosławieństwo. Upada me ego, wstać pomaga mi Świętość i już przestaję się bać upadków. Wiem, że będą kolejne. Wiem i dziękuję już teraz za każdy z nich. Bóg nie puści nigdy mojej ręki, a rany upadków, będą przypomnieniem, że sam z siebie nic uczynić nie mogę
Stacja X: Jezus z szat obnażony
Tak usilnie chowam przed światem swoją nagość. Tak trudno mi przyznawać się własnej ciemności grzechu. Tymczasem muszę zostać z wszystkiego obnażony. Niczego nie mogę chować. Niczego nie mogę sobie przywłaszczać. Niczego nie mogę skrywać. Wszystko musi zostać ujawnione, a ja chcę stanąć nagi przed światem. Nie chcę udawać, że wszystko już oddałem. Muszę pozwolić, bym stanął kompletnie nagi przed światem i przyjął swą nagość, i w niej zobaczył i przyjął jaśniejącą Świętość Ojca, którą we mnie złożył przed założeniem wszystkich światów.
Stacja XI: Jezus przybity do krzyża
I oto zbliża się moja śmierć dla siebie i świata. Zalewa mnie ostatnia fala ogromnego lęku, ostatnie wątpliwości, pokusa ucieczki i wołanie do Ojca. I Ojciec słyszy i wie, i w ciszy nie odstępuje, ani ode mnie, ani od tych, którzy mnie krzyżują.
Niech wszystko to, co jeszcze mnie chce tutaj zatrzymać, zostanie przybite do krzyża. Niech moja cielesność i egotyczna tożsamość z nią związana, zostaną przybite do krzyża i aby nie podążały za mną, gdy przejdę na drugą stronę.
„I gdy twój brat lub siostra zdają się wbijać gwóźdź w twoją dłoń, dawaj Miłość. To jedyny sposób, by ten gwóźdź został usunięty.”
Stacja XII: Jezus umiera na krzyżu
Umieram dla świata i siebie. I ten ostatni krok Bóg zrobi za mnie. Jeśli poddam się całkowicie, jeśli przejdę moją drogę krzyżową, jeśli przyjmę wszystkie jej stacje, to śmierć mego ego nastąpi z Woli i Łaski Boga. Ten ostatni akt jest poza jakąkolwiek możliwością, bym go zrozumiał i miał w tym jakikolwiek udział. Ten ostatni akt jest dopełnieniem Miłosierdzia i Pojednania. Ten ostatni akt prowadzi do Zmartwychwstania. Śmierć kończy się życiem.
Żyję, lecz nie ja, lecz Chrystus żyje we mnie. Nikogo tu nie ma, prócz Syna Bożego.
Stacja XIII: Jezus zdjęty z krzyża
To Matka czeka na mnie pod krzyżem. Matka z czułością weźmie me ciało w ramiona. Ona wie, że przebóstwienie obejmuje i uświęca wszystko. I następuje pogodzenie cielesności z Duchem i wszystko jest Jednym. I Matka będzie czule obecna w tym akcie. Będzie mnie otulała i znów spotkają się nasze spojrzenia, lecz teraz już w błogiej świadomości, że wszystko się już dokonało i jest jedynie Niebo.
Stacja XIV: Jezus złożony do grobu
„Wszystko, co łączy cię ze światem poza
Miłością i Miłosierdziem, niech stanie się martwe. Oddaj to
ziemi, bo do niej należy.
A twoja dusza niech wzleci do Nieba,
do Mojej Chwały w Bogu – Ojcu.
Choć będziesz tu jeszcze – będziesz w Niebie i wszędzie,
gdzie sięgnie myśl twoja, sięgnie Niebo, bo ono będzie
w tobie – w każdym poruszeniu serca i myśli twojej.
Módl się, pragnij i czuwaj dzień i noc,by nie zgubić łaski,
jaka jest ci dana w powołaniu twoim.”
Jezus, Słowo Pouczenia, 218
Zmartwychwstanie
Kamień został odsunięty i grób jest teraz pusty. […] Płótna nie mają na sobie śladu krwi. Są starannie złożone na łożu, na którym kiedyś spoczywało ciało oddzielenia, ciało winy, za które się uważałeś.
Zmartwychwstałeś i opuściłeś ów grób. Opuściłeś ciemność i przeszedłeś do Światła, a to Światło jest twoje za każdym razem, gdy pamiętasz, że jesteś jednym z Bogiem.
Czyż nie dołączysz zatem do mnie, by odtąd każdego dnia świętować jako dnia zmartwychwstania? W rzeczy samej, aby powstać jeszcze zanim uniesiesz głowę z poduszki i powiedzieć: „Tak, Jeszua, jestem z Tobą. Zatańcz ze mną przez chwilę.” Aby świętować Prawdę naszej jedynej rzeczywistości i uczynić tę rzeczywistość fundamentem, z którego działasz, myślisz i oddychasz przez cały swój dzień.
A gdy ten dzień dobiegnie końca, oddaj go. Wymaż go z siebie. Nie zabieraj ze sobą do snu ani jednego błędnego postrzegania. Tak jak zaczynasz każdy dzień, świętując swoje zmartwychwstanie, tak samo kończ każdy dzień, dziękując Miłości, która uniosła cię ponad świat.
Jeszua, Wielkanoc
